środa, 06 kwietnia 2011
Dezyzja tzw. Rady Polityki Pieniężnej
Dokument o wdzięcznej nazwie Informacja po posiedzeniu RPP w dniach ..., chociaż mdły i czczy, dało by się przełknąć i zbyć milczeniem, lecz słowa "według Rady dla stabilności makroekonomicznej ważne jest podejmowanie działań, które zapobiegną szybkiemu wzrostowi kredytów walutowych dla gospodarstw domowych" to już zbyt mocne uderzenie, by tak to zostawić. Oto tzw. Rada podnosi stopy procentowe i biadoli równocześnie na kerdyty walutowe, tak jak gdyby ludność zaciągała je tak sobie hobbystycznie. Ta sama tzw. rada nie zauważa przy tym, że te kredyty zaciągane są w pieniądzach, których emitenci ustalili stopy procentowa na niemal zerowym poziomie. No ale w końcu Rada walczy z inflacją wywołaną wzrostem cen surowców, czy żwyności, poprzez instrument rynku pieniężnego, tak jak gdyby miał on wpływ na kwoty produkcyjne cukru ustalane gdzieś dalej czy na nadęty fiskalizm gdzieś jeszcze dalej. A może rada przewiduje, że podwyżka stóp spowoduje wzrost oprocentowania lokat, gdzie trafi spora część środków przeznaczanych obecnie na paliwo, cukier i chleb zmniejszając tym samym presję popytową na te dobra, a tym samym powodując spadek ich cen?
Rozumiem tą decyzję, zresztą każdy ma radę i politykę monteraną taką, na jaką zasłużył, lecz to niedobrze, że owa rada uważa ludzi za głupców, którzy kupią ten kit jaki wcisnąć im się próbuje w oficjalnym komunikacie.
czwartek, 31 marca 2011
Lang Lang - live in Vienna
Pomimo pewnej dozy pozerstwa i kabotyństwa budzi on we mnie podziw. Po pierwsze dosyć szybko określił się co do swojej przyszłości, po drugie to co robi ma sens, jako że robi to znakomicie. W związku z powyższym, Lang Lang nie potrzebuje zanadto kombinować, cwaniaczyć, wnikać, która branża, sektor jest przyszłościowa, a która nie jest, jak zagospodarować czas i energię, ważyć, liczyć; Lang Lang po prostu ćwiczy swój repertuar, gdy się uczy nowego również nie wnika zbytnio mając gotową literaturę. Egzystencjalne dylematy sensu dopadałay go może na początku, lecz z pierwszymi sukcesami nabierał pewności kroku na ścieżce prowadzącej na szczyt. Obecnie tam się znalazł i jedna rzecz może go napawać lękiem - droga powrotna, która niechybnie nastąpi. Bycie prezesem fundacji, właścicielem wytwórni płytowej lub pisma specjalistycznego nie da mu już takiego splendoru, dawki adrenaliny, poklasku, pieniędzy jak stan obecny. Co dalej? Po co? Dopadną go te pytania wcześniej lub później i tu, pomimo jego wielkości i niemożności porównania naszych sytuacji, ...mam nad nim przewagę:) Bo oswoiłem się z tym dylematem i już rozumiem dzisiejsze postmodernistyczne, post industrialne czasy relatywizmu i przewartościowań.
poniedziałek, 14 marca 2011
Splajtowałem, by drugi raz już tego nie robić.
"Andrzej Szczypiorski", "lokalna spółka notowana na GPW" ;-) Pozytywem jest postęp jaki dokonał się od tamtego czasu, negatywnym aspektem naiwność, duża naiwność w wierze w te wszystkie dyrdymały. TW Szczypiorskiego da się jeszcze przełknąć, ale zachłyśnięcie się śmierdzącą finansową otoczką gospodarki i wiara w jej domniemane cele, to już nie naiwność a wprost głupota. Przez ostatnie dwa kryzysowe lata dokonałem zwrotu ze ścieżki idealizmu i wiary w instytucje, pytanie jaką ścieżką podążam obecnie. Ostatnie dwa lata pozmieniało wiele, nie tylko moją osobistą sytuacje, sprawy potoczyły się z zawrotną szybkością - traktat lizboński, eurogrupa, mechnizmy finansowe zarządzane przez komisję, upublicznianie długów - przelanie kipiącego kryzysu z sektora finansów na sektor publiczny. Najgorsze jest to, że u nas w kraju nikt nie dokonał odpisów, dyskonta, urealnienia gospodarki, oddalając tym samym moment kiedy ktoś powie "sprawdzam", gdy pula jaką on zgarnie ciągle się zwiększa. Niezależnie od tego jaką ścieżką podążam, jedno jest pewne, nie stać mnie już na popełnianie błędów. Nie jestem już szczeniakiem, który może dać się ponieść w interpretowaniu rzeczywistości.
czwartek, 15 lutego 2007
wszędzie pełno twoich miejsc ..
Łapie się że mówię "dom" o tym starym miejscu, w którym przebywam raz na kwartał - "dom" i nie ma substytutów. Jeszcze wiele minie zanim powiem tak o Warszawie, zanim zbuduje tam coś takiego - rodzina, bycie samemu nie za bardzo ma sens. Albo się wypalam, albo Warszawa jest stresująca, albo potrzebuję nowych impulsów. Tutaj oddycham, tam myślę o odejściu z firmy, z finansów w ogóle. Gdy mam lepszy dzień jedynie udaję mi się ukryć przed sobą to, że mnie to już mierzi. NIe wiem czy to ostatnie wypadki tak twardo i obiektywnie pokazały mi jak wygląda biznes, czy zmęczył mnie stres, wiem że toczy się to w niewłaściwym kierunku - zburzona wizja siebie, rola, plan - nieważne jakie są przyczyny, ważne decyzje, bez nich toczyć się to będzie dalej. Na dzień dzisiejszy pragnę skromnego życia, innych ludzi wokół, innego tempa, świętego spokoju, jako przeciwieństwa do tej szarpaniny. Gdy nic nie zmienię, to jeszcze wiele tego szarpania przedemną a szklanych domów i tak nie wybuduję..
sobota, 03 lutego 2007
got to keep it going, keep it going full steam..
Jak po powrocie z dalekiej podróży, czy jak po burzy na trasie w górach, zmęczenie i ulga zarazem, sporo się nauczyłem - doświadczenie, dobry trening, cezura i nowe rozdanie.. Zmęczyło mnie to, potrzebuję urlopu, już niedługo.. Andrzej Szczypiorski Arnold Mostowicz
sobota, 13 stycznia 2007
Get rich or die trying..
Widoki "lokalnej spółki" na GPW mają się tak jak widoki za oknem z jej siedziby w tej pipidówie przy tej pogodzie. Od debiutu sytuacja staje się nieznośna. Fluktuacja rynku, czy mnie wmanewrowano? Teraz to nie ważne. Ważna jest lekcja. Oto jak się wychodzi się na pieprzonych sentymentach, starych znajomościach, sercu, korzeniach, wsparciu dla lokalnej inicjatywy. Robić głupstwa z niewiedzy to ludzkie, ale robić je z pełną świadomością konsekwencji.. dla kogo/czego?? po co??. "Co mi po tradycji, w świecie bez wartości, w walce z przeciwnikiem który sam dla siebie jest przeszłością, przyszłością i teraźniejszością. Potrzebuję kredytu.." Lekcje odrobiłem, nie jestem tutaj by popisywac się filantropią, dwóch światów nie da się pogodzić, rola jest jedna, nie można być tym i owym. Nie działać na czyjąkolwiek korzyść bez uwzględnienia swojej korzyści. Rachunek korzyści jak rachunek sumienia. Wyszedłem na durnia, choć gdzieniegdzie zdanie o mnie będzie dobre. Co mi po tym. Na szachownicy nie ma jeszcze mata ani pata, gramy dalej.. Wreszcie w Warszawie, wreszcie oddech, jedyne czego potrzebuje to butelki wina i muzyki - na dziś Strawiński, po porannym przesłuchaniu nabrałem apetytu, wieki tego nie słuchałem. To miasto jest jak balsam. Będzie dobrze.
piątek, 05 stycznia 2007
Ulica puławska
Jak Lisbon St. w Milwaukee czy St. Martin w Paryżu, taka jest Puławska tylko stokroć piękniejsza, knajpki, sklepiki pachciarzy, nieopodal jest WTM, wspaniałe koncerty, chyba to moje ulubione miejsce, przynajmniej teraz, bo ciągle się łapie że w ogóle nie znam Warszawy..
WTM, wczoraj, koncert na klawikord.. cała ta otoczka, wszystko się układa, jest dobrze..
Pierwszy raz w życiu słyszałem klawikord live..
Jest dobrze
czwartek, 21 grudnia 2006
Hate it or not the underdog's on top..
Uwielbiam świąteczną Warszawę, ta gorączka zakupów daje wrażenie gospodarki z 8 % pkb - co za ruch, jaki obrót, kupując te wszystkie bzdury można wreszcie jakoś poczuć siłę nabywczą swojej pracy. Wczoraj pół dnia na Kruczej - można sobie poprawić humor, jest w czym wybierać, tylko mieć czas by w spokoju potem tego wszystkiego posłuchać. Prokofiew z Naxos Classical, Rameau z sporanem Kennedy, ehh Nicki Kennedy.. trzeba koniecznie mieć coś z nią na dvd:) Najpierw niech coś takiego wydzadzą, bo dziś niestety stawia się na piedestał takie miotły jak Netrebko, to epoka.. Ostatnia RPP z Balcerowiczem, stopy bez zmian, "czekamy na kolejne projekcje", wcześniej kompromitacja Sulmickiego, mały człowiek.. Rodacy, wbrew temu co się pisze, przewalutowujcie kredyty, Kwiatkowski i Keynes jeszcze wrócą do łask.
piątek, 08 grudnia 2006
komentarz
Jak sentymentalnie (wcześniejszy wpis):) Ale faktycznie - do Świąt zap**, jak się uda to będzie ponad tydzień wolnego. Narazie jedyny relaks to wizyta na brackiej przed lub po biurze. Nawet nie mam czasu na Akademie. W ten łikend to nadrobię. W przyszłym tygodniu Wilanów - postanowione. Gilowska głównym kandydatem do szefostwa NBP, Grzelońska, Mech odstawieni na boczny tor. Zgroza, Gdy quasi-fachowiec Gilowska będzie odpowiadać za walutę to chyba zgodzę się na Euro. Jej nominacja wpisuje się w tą degrengoladę w stylu haseł "mniejszego ryzyka kursowego" czy namiętnego tłumaczenia przegrzania rynku wzrostem PKB, więc nie dziwne że w takim środowisku usuwa się ludzi wartościowych. Kwiatkowski i Keynes przewracają się w grobach. Pazerni idioci nic się nie nauczyli od 29', trzeba kataklizmu by słowo etatyzm przestało być obelgą.
poniedziałek, 04 grudnia 2006
Les Filles De Cadix ..
Wieś ładuje akumulatory, odradza duchowo, prostuje psychikę. Urlop spędzony w rodzinnym domu z bliskimi ludźmi, przedkładam nad "snowboard w Insbrucku". Rozmowy z babcią, wypieki cioci.. Nawet teraz w biurze widzę te krajobrazy, czuję klimat tego domu.. Ten urok wiejskiej knajpy, ci ludzie którym się nigdzie nie spieszy, to powietrze, widoki, i Saint Saens w odtwarzaczu :) Żal mi tych durni jeżdżących w różne miejsca, szukając niewiadomo czego. Ja chyba nie zdradzę moich magicznych miejsc, Lubelszczyzna ponad bawarią, Normandią, Alpami:) A na dziś to tylę, ide do domu i serce mi się raduje na myśl o wolnym popołudniu:)
|
|